Pokolenie uśpienia
Ja w rewolucję nie wierzę. Wchodzące pokolenie, które mogłoby ją zrobić, jest zbyt indywidualistyczne. Pokolenie buntowników z 1968 r. miało wielu przyjaciół. Młodzi ludzie spędzali razem masę czasu. Mogli go spędzać w kawiarni, a mogli na demonstracji. Teraz jest inaczej. Nie będzie rewolucji Twittera, bo tam kontakty są doraźne. Ludzie gromadzeni za pomocą Twittera równie łatwo schodzą się i rozchodzą. Jak raz się spotkają, to nie znaczy, że spotkają się drugi raz. Mogą być społeczne wybuchy, może nawet potężne, ale rewolucji nie będzie, bo ona wymaga ciągłości, trwałych więzi. Po 40 latach pokolenie 1968 r. wciąż połączone jest silnymi więzami, których pokolenie Assange’a nigdy nie wytworzy. Walter Lippman napisał, że jednym z praw człowieka jest to, byśmy byli rządzeni. Generacja 1968 r. chciała, byśmy byli lepiej rządzeni. A obecna generacja wierzy, że prawem człowieka jest nie być rządzonym, a nawet zorganizowanym. Więzi pionowe uważa za obce. Uznaje tylko więzi poziome, które ad hoc tworzy poprzez Internet.
Dziś ludzie są zdolni do mobilizacji, tylko gdy chcą coś uniemożliwić, zablokować, odrzucić. Programy polityczne zostały zastąpione przez polityczne protesty. Miejsce ruchów społecznych zajęły ruchy sprzeciwu. A ruch sprzeciwu tym między innymi różni się od ruchu społecznego, że schodzi się i rozchodzi. Tylko na to stać nowe pokolenie. Młodzi nie żądają – bo państwo ich nie obchodzi. Starzy – bo dobrze im służy. Aktywizuje ich tylko to, co może zagrozić emeryturom. Na inflację na przykład emeryci nigdy się nie zgodzą, bo inflacja zjada oszczędności i emerytury. Pani Merkel musi prowadzić bardzo zrównoważoną politykę gospodarczą, bo gdyby zaryzykowała inflację, niemieccy emeryci by ją pogonili. A dziś to oni rządzą już Niemcami i pośrednio także Europą. Będą mieli coraz więcej władzy.
- Ivan Krastev (ur. w 1965 r.) studiował filozofię w Sofii i w Oxfordzie. Współzałożyciel Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych i szef sofijskiego Centrum Strategii Liberalnych, które wydaje bułgarską edycję miesięcznika „Foreign Policy”. Jest także wykładowcą akademickim.
Source: polityka.pl
Postępująca alienacja
Ivan Krastev: Poziome więzi łączące grupy społeczne znikają, a ich miejsce zajmują sztywniejące hierarchie. To też sprawia, że ludzie z różnych grup są wobec siebie coraz bardziej nieufni, coraz bardziej nawzajem się siebie boją i żyją w coraz bardziej różniących się światach. W Ameryce wśród osób z wyższym wykształceniem, które mają decydujący wpływ na politykę, bezrobocie wynosi zaledwie 5 proc. Jak w latach 90. A wśród osób bez wykształcenia – 50 proc. Jak w szczycie Wielkiego Kryzysu. Kiedy żyje się w tak różnych rzeczywistościach, trudno mieć wspólne cele. Zwłaszcza że szybko rosną różnice kulturowe.
Jacek Żakowski: Czyli?
Dół drabiny społecznej ewoluuje w przeciwnym kierunku niż góra. Ludzie zamożni są coraz bardziej religijni, a biedni coraz mniej. W USA wśród zamożnych jest już proporcjonalnie więcej osób wierzących niż wśród biednych. Podobnie na dole drabiny jest dużo więcej rozwodów niż na górze. W większości krajów elity stają się coraz bardziej konserwatywne, a społeczne doły przeciwnie. Dokładnie na odwrót niż w latach 60.
To jest widoczne w Polsce. Społeczeństwo chce in vitro, a elity nie. Społeczeństwo chce parytetów, a elity nie. Społeczeństwo chce łatwiejszej aborcji, a elity nie.
Rozwiązanie problemu

Prof. Mieczysław Kabaj, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych:
“Po to, aby zlikwidowane zostało tylko obecne bezrobocie wśród osób z wyższym wykształceniem musiałoby powstać ok. 800 tys. nowych etatów. Bo proporcje są takie, że przy każdym wzroście zatrudnienia o 100 tys. osób ok. 30 tys. przypada na osoby z dyplomem uczelni. Ale miejsc pracy trzeba będzie stworzyć więcej, bo na rynek wkraczają nowe roczniki. Z moich szacunków wynika, że w ciągu najbliższych pięciu lat powinno powstać 2 mln miejsc pracy. Jeśli tak się nie stanie, to sytuacja na rynku pracy będzie się pogarszać, a tysiące osób będą wyjeżdżać za granicę w poszukiwaniu płatnego zajęcia. Problemy osób z wyższym wykształceniem związane są również z tym, że nikt się nie zastanawiał nad konsekwencjami żywiołowego rozwoju szkolnictwa wyższego. Wprawdzie poprawa wykształcenia Polaków cieszy, ale zachwiane zostały pewne proporcje – w ostatnich latach na dwóch absolwentów uczelni przypada tylko jedna osoba kończąca szkołę zawodową lub technikum. Żadna gospodarka nie jest w stanie wchłonąć tak dużej liczby osób po studiach. Stąd też duża ich grupa nie ma pracy, a część musi się zadowolić etatami niewymagającymi wyższego wykształcenia. Politycy powinni sobie o tym przypomnieć i stworzyć strategię rozwoju rynku pracy.” źródło: Gazeta Prawna
“Z danych GUS wynika również, że najwięcej problemów ze znalezieniem pracy mają osoby o najniższych kwalifikacjach. Ale poziom wykształcenia nie wpływa już radykalnie na czas poszukiwania pracy. W drugim kwartale osoby z wyższym wykształceniem poszukiwały posady przeciętnie przez nieco ponad 9 miesięcy. Natomiast ci, którzy mieli wykształcenie zasadnicze zawodowe, ponad miesiąc dłużej.” - źródło: Gazeta Prawna
- Zgadza się że nasza gospodarka nie jest w stanie wchłonąć ludzi po studiach - tempo wzrostu gospodarczego na to nie pozwala, a tygodnia pracy nikt skracać nie chce, ale nie jest w stanie wchłonąć też tych po szkołach zawodowych, póki co chyba jednak ci pierwsi znajdują “łatwiej” pracę, choć w niedalekiej przyszłości może się to zmienić.
- Co by było gdyby młodzi ludzie nie poszli na studia (i do liceum), a do szkoły zawodowej - skończyliby edukacje kilka lat wcześniej? Bezrobocie by przez to spadło?
Niemiecka lokomotywa ciągnie Europę w przepaść
Podstawowa wiedza o kryzysie europejskim, której niestety nie uświadczymy w TV.
Świetny reportaż
o bezinteresownym człowieku walczącym o sprawiedliwość.
Szczęśliwe zakończenie? Niemożliwe w prawdziwym życiu? A może wszystko zależy od nas - da się zbudować sprawiedliwszy świat?
Pieniądze, pieniądze, pieniądze
Do czołowych amerykańskich „szczęściologów” należy psycholog David Myers, którego książka The Parsuit of Happiness (Pogoń za szczęściem) jest przeglądem stanu tej dyscypliny badawczej i podsumowaniem jego własnej wieloletniej pracy.
Zdaniem Myersa — który, pisząc swe dzieło, przestudiował wyniki dziewięciuset szesnastu badań przeprowadzonych w czterdziestu pięciu krajach — wokół kwestii „kto jest szczęśliwy?” narosło wiele mitów. Pierwszym pytaniem, jakie ciśnie się na usta, jest: czy rzeczywiście pieniądze nie dają szczęścia? Rzeczywiście nie dają, odpowiada Myers. Z kilkoma jednak zastrzeżeniami. Ludzie żyjący w nędzy i głodzie istotnie są mniej szczęśliwi od ludzi zamożnych, ale z chwilą osiągnięcia poziomu dobrobytu zapewniającego zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych dalszy wzrost bogactwa tylko marginalnie zwiększa nasze poczucie szczęścia.
Source: racjonalista.pl
„[P]owiedz mi, w którym roku się urodziłeś, a powiem ci, do jakiej klasy społecznej należysz”
Bezpośrednim następstwem kruchości oraz przyrodzonej przejściowości pozycji społecznych, jakie tzw. rynek pracy może dziś oferować, jest powszechnie zauważalna głęboka zmiana postaw wobec „zatrudnienia”, a zwłaszcza zatrudnienia stałego, bezpiecznego i wystarczająco pewnego, aby móc określić choćby na średnią metę pozycję społeczną i szanse życiowe tego, kogo ono dotyczy. Generację Y charakteryzuje bezprecedensowy i rosnący cynizm w kwestii zatrudnienia (i nic w tym dziwnego, skoro np. Alexandra de Felice, szanowana komentatorka francuskiego rynku pracy, przewiduje, że przy utrzymaniu się obecnych trendów przeciętny członek pokolenia Y zmieni przełożonego i pracodawcę 29 razy w ciągu swej kariery zawodowej; część obserwatorów, jak np. Jean Pralong, profesor Rouen Business School, wzywa jednak do większego realizmu przy szacowaniu szans młodych na dostosowanie tempa zmian zatrudnienia do cynizmu ich postaw: na rynku pracy w obecnych warunkach potrzeba naprawdę dużo śmiałości i odwagi, aby wypiąć się na szefa albo oświadczyć mu prosto w oczy, że prędzej się z takiej posady zrezygnuje, niż przystanie na jej warunki).
Zdaniem Jeana Pralonga młodzi będą znosili koszmarną harówkę, jakkolwiek byłaby im wstrętna, aby tylko pozwolono im dłużej zostać w ich niby-miejscu pracy. Ale i tak nieczęsto im się na to pozwoli – a jeśli nawet, to nikt im nie powie, na jak długo egzekucję odroczono.
[C]złonkowie pokolenia Y różnią się od swych poprzedników zupełnym, albo prawie zupełnym, brakiem złudzeń co do bieżącego zatrudnienia; letnim tylko (jeśli w ogóle jakimkolwiek) zaangażowaniem emocjonalnym w aktualnie wykonywaną pracę i w firmę, jaka ją oferuje; wreszcie silnym przekonaniem, że życie jest gdzie indziej i że rozwiązania jego problemów gdzie indziej należy szukać. Wśród członków pokolenia baby boomers czy pokolenia X rzeczywiście rzadko się na taką postawę trafiało.
Source: krytykapolityczna.pl
Uśmiech proszę
[L]udzie, którzy — nawet pod pewnym przymusem — zachowują się tak, jakby byli szczęśliwi: uśmiechają się, zachowują się przyjaźnie wobec innych i powtarzają sobie w duchu, że wszystko będzie dobrze, w istocie są szczęśliwsi od tych, którzy w tej samej sytuacji chodzą przygarbieni, ze wzrokiem wbitym w ziemię, stronią od ludzi i mruczą pod nosem, że w życiu nigdy im się nie powiedzie. Psycholog Sara Snodgrass, zajmująca się problemami tzw. języka ciała, przeprowadziła badania, w trakcie których poprosiła grupę studentów college’u, by chodzili po campusie sprężystym krokiem i z podniesioną głową. Po paru dniach porównała ich samopoczucie z odczuciami studentów z grupy kontrolnej, którzy nie otrzymali podobnych instrukcji, i odkryła, że samopoczucie dziarskich i energicznych (z jej namowy) wyraźnie się podniosło w stosunku do pozostałych.
Source: racjonalista.pl
Dziś potrafilibyśmy zbudować nowe, lepsze 2CV, czyli samochód lekki, wolny, oszczędny, możliwie ekologiczny i znacznie bezpieczniejszy niż przed laty. Niestety nie dość bezpieczny, bo na drogach zdecydowana większość samochodów waży nie mniej niż tonę.
Nie ma też żadnej motywacji by go zbudować, nie ma, bo nie płacimy za każdy przejechany kilometr tyle ile on naprawdę kosztuję, a raczej płacimy ale nie przy zakupie paliwa, czy samochodu, ale w podatkach, składkach na ubezpieczenie zdrowotne, na renty, w cenach produktów (np. wody, żywności).
Ta niefrasobliwość drogo nas kosztuje - koszta transportu mogłyby zostać znacznie zmniejszone, ale przeciwko podatkowi środowiskowemu i społecznemu wliczonemu w cenę paliwa pewnie byśmy protestowali, nawet jeśli te pieniądze miałyby do nas wrócić w formie dywidendy.
(via leino)
Source: Flickr / frengo
Okupacja Warszawy fot. Ania Troszkiewicz

