Tonący okręt

Europa i świat zachodni wydają się stać na skraju przepaści. Patrząc na deficyt, z jakim borykają się Grecja, Hiszpania, Włochy i Irlandia, wygląda na to, że większej części Europy grozi druga fala kryzysu. W 2009 roku PKB Łotwy spadło o około 20 proc., a wiele państw europejskich, takich jak Wielka Brytania, czeka solidne zaciskanie pasa. To może tylko poszerzyć nierówności i doprowadzić do drastycznego pogorszenia warunków życia.

Z kolei w Stanach Zjednoczonych co szósty obywatel egzystuje już tylko dzięki otrzymywanym z opieki społecznej kuponom żywnościowym, a przeciętny dochód gospodarstwa domowego jest dużo niższy niż w 1996 roku. Niedawno Larry Elliot, szef działu ekonomicznego brytyjskiego dziennika „The Guardian”, zastanawiał się głośno, czy nie jesteśmy przypadkiem świadkami upadku podobnego do tego, jaki spotkało Cesarstwo Rzymskie.

Tymczasem funkcjonowanie uzależnionych od węgla gospodarek zaczyna zderzać się z czekającym nas wyczerpywaniem się zasobów ropy naftowej i gazu, nie wspominając o ograniczonych zasobach naturalnych miedzi czy niklu. Jak będziemy bez nich funkcjonować? 

Jednak wszystkie gospodarcze nieszczęścia świata bledną w porównaniu z kryzysem, jaki dotyka dziś środowisko naturalne. O nim jakoś w ostatnich latach zapomniano. A tymczasem, według niektórych szacunków, tylko 56 miesięcy dzieli nas od chwili, w której od zachodzących zmian klimatycznych nie będzie już odwrotu. Po przekroczeniu tej czasowej cezury koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze wyniesie 400 ppm (ang. parts per million). Jest to poziom niespotykany od 14 mln lat, to znaczy od czasu, gdy Antarktyda była tylko częściowo pokryta lodem i istniał ocean Tetydy.

  • Saamah Abdallah

(Źródło: instytutobywatelski.pl)